Telewizory OLED są znakomite, ale nie wybrałbym ich dla siebie. Oto trzy powody – i żaden to wypalanie

Telewizory OLED są znakomite, ale nie wybrałbym ich dla siebie. Oto trzy powody – i żaden to wypalanie

„`html

Telewizory OLED wyróżniają się na tle ekranów LCD niemal pod każdym względem. Dzięki unikalnej budowie matrycy gwarantują głęboką czerń, wysoki kontrast, soczyste kolory oraz wyjątkowo szerokie kąty patrzenia. Szczególnie doceniają je gracze, dla których niezwykle szybki czas reakcji matrycy przekłada się na lepsze wyniki w dynamicznych grach akcji. Kiedyś jednak technologia OLED była bardzo droga – w 2013 roku za 55-calowy telewizor LG OLED z rozdzielczością Full HD trzeba było zapłacić w Polsce około 40 tysięcy złotych. Obecnie model 4K o tym samym rozmiarze, lecz z wyższą specyfikacją i wydajniejszym procesorem, kosztuje nieco ponad 3,5 tysiąca złotych.

Oczywiście dostępne są także telewizory OLED z wyższej półki w cenie 5-6 tys. złotych oraz luksusowe modele, których ceny rozpoczynają się od 9-10 tys. złotych. Konsumenci mają więc dziś szeroki wybór i coraz częściej decydują się na zakup bardziej zaawansowanych urządzeń – nie tylko telewizorów, ale również smartfonów, robotów sprzątających czy sprzętu gamingowego. Przekonanie, że osoby dysponujące wyższym budżetem powinny wybrać OLED-a, jest w dużej mierze uzasadnione, ponieważ nawet najtańsze modele OLED świetnie sprawdzają się w codziennym użytkowaniu większości osób. Jednak nie zawsze warto podążać za trendami – telewizor powinien być dostosowany do indywidualnych preferencji.

Moje powody, by zrezygnować z telewizora OLED

Obecnie korzystam z 55-calowego telewizora TCL P638, zakupionego na początku 2023 roku. Jest to podstawowy model LCD z bezpośrednim podświetleniem LED, pozbawiony udoskonaleń takich jak quantum dots czy zaawansowane technologie rozszerzające paletę barw. Mimo że nie jest to sprzęt idealny, w swojej klasie cenowej (około 1,7 tys. zł) sprawdza się dobrze na co dzień. Najtańszy obecnie model OLED – 55-calowy LG OLED B4 czy Samsung S85D – kosztuje około 3,7 tys. złotych, a mimo to nie zdecydowałbym się na taki zakup. Oto trzy powody, dla których w moim przypadku wybór padłby na coś innego.

1. Problem światła słonecznego a matryca OLED

Największą przeszkodą w wyborze telewizora OLED jest specyfika mojego wynajmowanego mieszkania, a dokładnie ilość światła wpadającego przez świetlik w suficie. Układ pomieszczenia uniemożliwia swobodne przestawienie mebli, więc telewizor musi stać blisko źródła światła. W słoneczne dni jasność mojego LCD szybko okazuje się niewystarczająca, przez co ciemniejsze filmy i seriale stają się niemal nieoglądalne. Podstawowe telewizory OLED z tej półki cenowej mają podobny poziom jasności w trybie SDR jak mój aktualny LCD – oba oferują zbliżone wartości cd/m2. Większa jasność pojawia się dopiero w droższych modelach OLED, które są poza zakresem mojego budżetu.

Jedynym modelem OLED z matowym wykończeniem ekranu pozostaje Samsung S95D (i nowszy S95F), ale ich ceny są znacznie wyższe. Podobna sytuacja dotyczy bardzo jasnych ekranów premium jak LG OLED G4 czy Philips OLED 909. Jeśli więc Twoje wnętrze jest mocno nasłonecznione, zakup podstawowego OLED-a nie przyniesie znacznej poprawy w porównaniu do LCD – zwłaszcza jeśli rzadko korzystasz z treści HDR.

2. Brak korzystania z treści HDR

Popularność filmów i seriali wspierających Dolby Vision lub HDR10/10+ rośnie wraz z rozwojem serwisów streamingowych. Takie treści wymagają telewizora o dużej jasności, wysokim kontraście i szerokiej palecie barw. OLED-y zachwycają właśnie efektem HDR, który prezentuje się spektakularnie. Pomimo tych zalet, sam niezwykle rzadko oglądam treści w HDR – najczęściej wybieram klasyczne animacje, filmy obyczajowe, dokumenty lub starsze produkcje, które nie wymagają zaawansowanych możliwości technologicznych ekranu.

Do tego stale opłacam podstawowe pakiety Netfliksa i Prime Video, gdzie tylko nieliczne produkcje udostępniane są w HDR, a te które wybieram, często nie wspierają tej technologii. W moim przypadku podstawowy OLED nie zostałby więc odpowiednio wykorzystany.

3. Wykorzystanie telewizora do gier

Dzięki swojej strukturze matrycy, ekrany OLED są idealne dla graczy – każdy piksel jest niezależny, co zapewnia błyskawiczny czas reakcji i brak efektu smużenia. Jednak ja sam gram bardzo rzadko i głównie na laptopie, a konsola Nintendo Switch od miesięcy pozostaje nieużywana. Zalety OLED-a z perspektywy gamingu byłyby w moim przypadku niewykorzystane, co nie uzasadniałoby wyższej ceny urządzenia.

Co wybrać zamiast telewizora OLED?

Nie zawsze OLED jest najlepszym rozwiązaniem, nawet jeśli technologicznie przewyższa konkurencję. Wybierając telewizor, należy przeanalizować własne potrzeby. Gdybym dziś miał kupować nowy telewizor za kwotę maksymalnie 3,5 tysiąca złotych, skłoniłbym się ku modelowi mini-LED o przekątnej 55 cali z bieżącej generacji, takim jak Samsung QN85D, TCL MQLED85 lub Hisense U7NQ.

Te modele oferują wysoką jasność (kilkaset nitów w trybie SDR) i dobrze radzą sobie z odblaskami. Skłaniałbym się ku Samsungowi ze względu na jego zaawansowane przetwarzanie obrazu, zwłaszcza że często oglądam materiały o niższej jakości. Alternatywnie rozważyłbym także telewizory z systemem Google TV, choć nie zawsze działa on idealnie na urządzeniach TCL. Rozwiązać problem odblasków można byłoby również modelem Samsung The Frame ze znakomitą powłoką antyrefleksyjną, jednak brak lokalnego wygaszania czyni go mniej atrakcyjnym niż konkurencja mini-LED.

Warto wspomnieć o modelu Philips The One 8919, który w tym budżecie można kupić w rozmiarze 65 cali. Osobiście miałem okazję testować telewizor z tej serii – Ambilight, funkcje Smart TV oraz jakość fabrycznej kalibracji robią świetne wrażenie. Jednak modele 2024 bazują na matrycy IPS/ADS, czyli oferują nieco słabszą czerń w jasnych pomieszczeniach, zwłaszcza bez lokalnego wygaszania.

„`